Co roku słodkimi zajadamy się do tego stopnia,że ani jedno małe winogronko nie zostaje w naszej "winnicy" natomiast te kwaskowe pozostają dla szpaków. Ale w tym roku to się zmieniło!!!! Nie wszystkie zostały zjedzone przez ptaszki. Mój szanowny małżonek wyszedł z domu "dotlenić się" i zobaczywszy urządzaną ucztę zamienił się w pogromcę małych dziobków... Stało się... Zdobyta micha winogron miała przerodzić się w naleweczkę.
Po pięciu tygodniach nadszedł czas na butelkowanie naszego dzieła. I oczywiście wstępna degustacja...Będę nieskromna ale fałszywa skromność to nie cnota więc powiem krótko: PYCHOTKA.
Jednocześnie moja pasja Decoupage na szkle znalazła świetne zastosowanie i nabiera prawdziwej mocy...
Przepraszam bo zdjęcia trochę ciemne ale warunki pogodowe do ich robienia kiepskie.

OJ ALE BYM SIE NAPIŁA TAKIEJ NALEWECZKI W DOBRYM TOWARZYSTWIE. A JESZCZE Z TAKIEJ BUTELECZKI TO PODWÓJNA PRZYJEMNOŚĆ:-) PIĘKNE. POZDRAWIAM CIE SERDECZNIE!!!!
OdpowiedzUsuńUwielbiam decoupage! Uwielbiam naleweczki! Uwielbiam nieskromnych, zupełnie słusznie, ludzi! Uwielbiam Twojego posta :) A na koniec już rozpłynięta w uwielbieniu pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuńja też uwielbiam naleweczki:) piękna butelka!:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam serdecznie i zapraszam do Kuźni Upominków:)